wtorek, 11 października 2016

Wywiad z zespołem Bahari

Trzy dziewczyny, które są gotowe na sukces w branży muzycznej - tak można określić zespół Bahari z Manhattan Beach. Grupa składa się z trzech młodych artystek: Ruby Carr, Sidney Sartini i Natalii Panzarelli, które niedawno wydały debiutancką EP-kę „Dancing On The Sun”, a ostatnie lato spędziły w trasie koncertowej z Seleną Gomez, DNCE i Birdy. W wywiadzie dziewczyny opowiadają między innymi o początkach swojego zespołu, inspiracjach, wakacyjnych wspomnieniach i planach na przyszłość.

(Foto: Tiziano Lugli)

Zespół Bahari powstał trzy lata temu, a 13 maja 2016 wydałyście swoją długo oczekiwaną folkowo-soft rockową EP-kę „Dancing On The Sun”. Jak zaczęła się historia waszego zespołu i czy trudno było wam znaleźć ze sobą wspólny język? 

Poznałyśmy się w studio nagraniowym, nagrałyśmy naszą EP-kę „Dancing On The Sun” i od razu zaczęłyśmy się świetnie dogadywać. Bardzo rzadko spotyka się trzy dziewczyny w naszym wieku, które łączy taka sama pasja do muzyki. Zaczęłyśmy pisać razem utwory i wkrótce zdecydowałyśmy, że powinnyśmy stać się pełnoprawną kapelą. Już od dawna spędzałyśmy razem czas, więc po prostu miało to rację bytu.

Myślę, że to właśnie muzyka nas połączyła, więc pomimo różnic między nami staramy się, aby nie miały one wpływu na ogólny obraz tego, czym chcemy zajmować się jako zespół. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko i lubimy mówić o sobie „siostry z wyboru”. Oczywiście nadal kłócimy się o małe rzeczy, ale zawsze znajdujemy sposób, aby później obrócić te spory w żart. Kochamy się i wiemy, że wspierając się nawzajem zyskujemy siłę jako zespół.

Piosenki z waszej płyty opowiadają o młodzieńczych miłościach i zauroczeniach, plażowym życiu i letnich aktywnościach. Jak możecie określić swoje źródła inspiracji? 

Inspiracją dla wszystkich piosenek z naszej EP-ki jest fakt, że jesteśmy trzema nastolatkami, które dorastały i poznawały świat tak jak każda inna osoba w naszym wieku. Trzy lata temu byłyśmy normalnymi dziewczynami z liceum. Piszemy o naszych dotychczasowych przeżyciach, a jako że mieszkamy w Los Angeles, kalifornijski styl życia miał ogromny wpływ na naszą muzykę. Ta beztroska i nostalgiczny klimat Kalifornii zainspirował nas, aby zachęcić naszych rówieśników do korzystania z życia, smakowania nowych wrażeń i zabawy póki na to czas.

Byłyście supportującą kapelą przed Seleną Gomez, DNCE i Birdy podczas ich letnich tras koncertowych po USA, jak również nagrałyście z Zeddem utwór „Addicted To A Memory". To naprawdę imponujące, że macie tak wiele osiągnięć w tak młodym wieku. Która z tych współprac była dla was najbardziej ekscytująca i niesamowita? 

Trasa koncertowa z Seleną Gomez, DNCE i Birdy była dla nas ogromnym zaszczytem. Byłyśmy ogromnymi fankami Birdy już od wielu lat, jej talent i muzyka są naprawdę inspirujące, a jedna z jej piosenek jest właściwie jednym z pierwszych utworów, których nauczyłam się grać na pianinie. Tak więc koncertowanie z nią było niezapomnianym przeżyciem.

Chyba wszystkie zgodnie możemy stwierdzić, że kiedy dowiedziałyśmy się o dołączeniu do Seleny Gomez na jej trasie koncertowej, byłyśmy w absolutnym szoku. Płakałyśmy i dzwoniłyśmy do naszych mam - mówię to całkiem serio. Selena Gomez to kobieta-ikona, która inspiruje miliony młodych dziewczyn i cały czas jest dla nich wspaniałym wzorem do naśladowania. Jej ciężka praca i wdzięk również dla nas są ogromną inspiracją, a w trasie udowodniła nam jaką jest niezwykłą osobą. Każdemu okazuje życzliwość i wydaje mi się, że ludzie mówiąc o niej powinni mieć to zawsze na uwadze. To było dla nas surrealistyczne przeżycie i nadal zdarza nam się jeszcze nie wierzyć, że to zdarzyło się naprawdę.

Praca z Zeddem była niesamowitym doświadczeniem, nie miałyśmy jeszcze wtedy własnych piosenek i nikt nas nie znał, więc to że zaprosił nas ktoś tak popularny jak Zedd było niezwykle ekscytujące. To wspaniały człowiek i byłyśmy zaszczycone, że mogłyśmy być częścią jego albumu „True Colors”.

(Foto: Tiziano Lugli)

Słowo „bahari” oznacza „ocean” w rodzimym języku Ruby czyli suahili, a na co dzień mieszkacie w Manhattan Beach. Jaki wpływ na wasz stosunek do życia miało wychowanie nad oceanem? Czy macie swoje ulubione sporty wodne? 

„Bahari” znaczy „ocean” w języku suahili, którym posługują się w Kenii, a tam właśnie zostałam wychowana. Chociaż dorastałyśmy 10 tysięcy mil od siebie, wszystkie spędziłyśmy dzieciństwo nad oceanem i miało to wielki wpływ na nas i na słuchaną przez nas muzykę. Plażowy lifestyle przyczynił się do powstania wielu wpływających na nasze brzmienie kapel, więc my również czerpiemy inspirację z tego plażowo-kalifornijskiego stylu życia.

Spędzamy wiele czasu na plaży i w oceanie, ale kiedy byłam w licem należałam też do drużyny pływackiej i grałam w piłkę wodną!

Podczas muzycznych występów bardzo ważne jest zachowanie świeżego i pełnego energii wyglądu, ale oczywiście każdemu mogą zdarzyć się w życiu gorsze dni. Jakie są wasze sposoby na pokonanie słabości i idealny wygląd na scenie? 

Każdy miewa od czasu do czasu gorsze dni, niezależnie od tego czy jesteś chory, zmęczony czy twoje włosy nie są takie jakie powinny były być. Zawsze chcemy dopingować się nawzajem i pamiętać, że w ostateczności liczy się przede wszystkim udany występ. Oczywiście dbamy o włosy i makijaż, ale kiedy wchodzimy na scenę zapominamy o tym wszystkim, skupiając się wyłącznie na obecności na scenie.

Waszą wytwórnią płytową jest Interscope Records, która jest również wytwórnią takich artystów jak Lady Gaga, Lana Del Rey czy Madonna, więc jesteście w pewnym sensie skazane na sukces w przemyśle muzycznym. Czy możemy od was oczekiwać pełnometrażowego albumu i europejskiej trasy koncertowej w niedalekiej przyszłości? Czy jesteście gotowe na podbicie muzycznych list przebojów?

Podpisanie umowy z Interscope Records, z którą współpracują najwybitniejsi muzycy wszech czasów, było dla nas wyjątkowym zaszczytem. Stale przypomina to nam jak ciężko musimy pracować i jak bardzo chcemy to robić. Po prostu pragniemy dalej tworzyć muzykę, robić to co potrafimy i jak najwięcej występować! Wkrótce mamy nadzieję być gwiazdami na naszej własnej trasie koncertowej i wyruszyć gdzieś za ocean. A tymczasem jesteśmy w trakcie tworzenia debiutanckiego albumu, którego premiera już wkrótce! Tak więc trzymajcie za nas kciuki.

(Foto: Tiziano Lugli)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o zespole Bahari i ich muzyce, odwiedzajcie ich oficjalną stronę na Facebooku:
https://www.facebook.com/baharimusic/

poniedziałek, 3 października 2016

Rozmowa z Dawidem Czupryńskim

Dawid Czupryński jest utalentowanym młodym aktorem znanym przede wszystkim z roli Brunona w serialu TVN „Na Wspólnej”. W swoim dorobku aktorskim ma też liczne role teatralne, między innymi w spektaklach „My, dzieci z dworca zoo” w Teatrze Kamienica czy „Na pełnym morzu” w Teatrze Powszechnym oraz gościnne występy w serialach takich jak „Bodo”, „Czas honoru” czy „Komisarz Alex”, jak również filmach fabularnych „Panie Dulskie” i „Kamienie na szaniec”. Oprócz aktorstwa fascynują go też podróże i wszelkiego rodzaju wyzwania, nie tylko te związane z jego główną pasją. W wywiadzie Dawid opowiada między innymi o kulisach swojej pracy, zdradza dalsze losy swojego bohatera z serialu „Na Wspólnej”, wspomina wycieczki autostopem oraz wyjaśnia dlaczego nigdy nie zostanie profesjonalnym modelem. Zapraszam do lektury!

(Foto: Kamil Keenan)

Ukończyłeś Państwową Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu oraz studium aktorskie Lart. Kiedy i jak zrodził się w Twojej głowie pomysł na zostanie aktorem?

Jest kilka wersji. Chcieliśmy z kolegą założyć konto na Youtubie i publikować na nim filmiki od czapy jak obecnie Wardęga. Projekt skończył się w fazie pomysłu i kolega o tym zapomniał, ale we mnie cały czas ten pomysł kiełkował.

Druga wersja z kolei wiąże się z tym, że wiele lat byłem ministrantem i lektorem. Spodobało mi się z jak wielką uwagą ludzie cię słuchają i jak można oddziaływać na ich emocje. Przy okazji tych wystąpień na ambonie zostałem zaproszony przez jednego z księży do występów w rozkręcanym przez niego teatrze tzw. Teatrze Pod Górnym Kościołem (kościół był dwupoziomowy – górny i dolny, w dolnej części stworzono teatr). Tam stawiałem swoje pierwsze kroki na deskach – była tam normalnie postawiona scena, nie było obiektów sakralnych w tle, więc wyglądało to w miarę profesjonalnie, a spektakle nie nawiązywały tylko i wyłącznie do wiary. Wystawialiśmy między innymi „Igraszki z diabłem” znanego czeskiego dramaturga Drdy, w których zagrałem główną rolę.

Trzecia wersja jest trochę naciągana, ale tłumaczę to jako powołanie. Ktoś czuje, że chce być kapłanem, to idzie do seminarium. Ja uważam, że gdzieś ktoś mnie tchnął i narodził się we mnie pomysł na zostanie aktorem. W ten sposób mogę pomagać ludziom, wzbudzając w nich określone emocje. Jak chcą się pośmiać to fundują sobie komedię, a kiedy mają ochotę się wzruszyć to oglądają dramaty. Cieszę się, że mogę im jako aktor te emocje zapewniać.

Czyli jednak nie chciałeś zostać księdzem? Wspomniałeś przecież o pełnieniu funkcji lektora w kościele.

Bynajmniej. Wręcz przeciwnie, robiłem wszystko byle tylko nim nie zostać, chociaż ludzie z mojego otoczenia sugerowali mi tę drogę życiową.

I tak zostałeś tancerzem erotycznym w serialu „Na Wspólnej”, gdzie wcielasz się w postać jednego ze studentów Brunona, który obecnie próbuje w ten sposób zarabiać na życie. Czy jest coś czego nauczyłeś się od granego przez siebie bohatera?

Raczej ja jako Dawid ciągle uczę Brunona, który jest on niesfornym chłopakiem, wstydliwym i niepewnym w stosunku do kobiet. Boi się, że się sparzy w relacjach damsko-męskich, ale wkrótce nadejdzie wiekopomny moment, gdzie wszystkie lody stopnieją, nabierze pewności i zacznie mu się układać z kobietami. To wyniknie właśnie z tych tańców erotycznych. Myślę, że ten wątek chippendalesowy jest takim punktem zwrotnym dla Brunona, gdzie nabrał poczucia własnej wartości i bardziej się otworzył. Nie ukrywam jednak, że Bruno nauczył mnie poniekąd zarządzania mieszkaniem, życiem z współlokatorami, ponieważ sam mieszkam jeszcze z przyjaciółmi w wynajmowanym mieszkaniu. 

(Foto: Dawid Błaszczyk)

Postać Brunona budujesz w dużej mierze Ty jako aktor, ale jednak to scenarzysta pisze scenariusz i układa wątki. W jakim stopniu możesz wpływać na losy swojego bohatera?

Mogę co najwyżej dawać pewne propozycje. Kiedy dostaję scenariusz, to już nie mogę go zmienić, bo jest gotowy i trzeba to zagrać. Mogę jedynie coś zasugerować przez moją pracę na planie. Nie muszę grać tego co jest w scenariuszu po literkach, tylko jednak pokazywać, że można ugryźć ten wątek inaczej. Sens musi zostać zachowany, ale możemy wariować z dialogami po to, żeby były bardziej naturalne i życiowe.

Odkąd pracuję przy tym serialu zauważyłem, że na początku scenarzyści pisali zupełnie inaczej niż teraz. Początkowo trzeba było dużo zmieniać, a teraz widzę, że złapaliśmy wspólny mianownik i jedziemy na tym samym wózku. Czasami się spotykamy i mamy krótkie rozmowy, podczas których wyrażamy nasze propozycje i delikatne sugestie, ale o luźnym charakterze. Wątek, który obecnie zacząłem, też powstał poniekąd dzięki mojej sugestii. Powiedziałem co mi jako Dawidowi się marzy i co bym chciał zagrać. Nie można nagle całkowicie zmienić Brunona, ale na ile to jest możliwe zostało to stworzone i jest fajnie.

Czyli „wybłagałeś” sobie wątek miłosny?

Nie chodzi tu nawet o wątek miłosny, bo na tym mi aż tak nie zależy. Bardziej o wątek miłosny zakrapiany scenami grozy i kina mrożącego krew w żyłach.

Skoro mowa o perypetiach Brunona… Rola tancerza erotycznego z pewnością jest dla Ciebie czymś nowym i nietypowym, ale w zawodzie aktora takich wyjątkowych ról jest wiele. Jakie było Twoje największe dotychczasowe wyzwanie aktorskie?

Zagranie ćpuna w spektaklu Teatru Kamienica „My, dzieci z dworca zoo”. To była materia, z którą do tej pory nie obcowałem i w której nie miałem doświadczenia. Próba przepoczwarzenia się w człowieka, który ma duży problem z nałogiem i niszczy swój świat, a dodatkowo w to bagienko pociąga innych. Inna trudna rola to nasza praca nad spektaklem dyplomowym – „Nasza Klasa” o pogromie Żydów w Jedwabnem. Było to niezwykle emocjonujące przeżycie dla młodego aktora, który kończył szkołę.

Za ten spektakl dostaliście zresztą nagrodę „Warto” wrocławskiej „Gazety Wyborczej”.

Między innymi, bo dostaliśmy ją za wszystkie trzy spektakle dyplomowe, także za „Love & Information” w reż. Moniki Strzępki i „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” Masłowskiej w reż. Krzysztofa Dracza. Wracając do wyzwań… Na pewno ten wątek chippendalesowy to też było coś nowego, gdzie jednak trzeba się rozebrać, powyginać ciałem przed kobietami, machać pośladkami i zedrzeć z siebie koszulkę i spodnie. Było to jednak przydatne doświadczenie. Każda kolejna rola jest dla mnie próbą zmierzenia się z czymś nowym i do każdej staram się podchodzić indywidualnie.

(Foto: Kamil Keenan)

Zgadzasz się więc ze stwierdzeniem, że aktorstwo uczy tolerancji i otwiera na inność? Wcielając się w pewne role zaczynasz pewnie lepiej rozumieć ludzi z określonych środowisk.

Tak, zdecydowanie. Czasami przeżywam wręcz takie oczyszczenie, katharsis. Ten zawód generalnie uczy pokory, cierpliwości, wyrozumiałości, dystansu do życia i samego siebie. To jest taka ciągła szkoła życia, ale nie wyobrażam sobie zajmować się czymkolwiek innym.

Przejdźmy zatem do Twojego życia pozascenicznego. Wiem, że bardzo lubisz podróżować autostopem, zwiedziłeś w ten sposób spory kawałek świata, w tym roku wybrałeś Bałkany. Jaka jest Twoja najciekawsza podróż do tej pory, jaki jest Twój „raj na ziemi”, do którego chętnie byś wrócił?

W tym roku zakochałem się w Albanii, a dokładniej w jej samym południu i miejscowości Ksamil. Podobno, jak nam powiedziano w hostelu, ma ona jedną z czterech najpiękniejszych plaż na świecie. Rzeczywiście czułem się jakbym był w „raju na ziemi”. Plaża, na której byliśmy rozbici (nocowaliśmy pod namiotem), miała w swoim sąsiedztwie trzy mniejsze wysepki, na które można było przedostać się pieszo idąc morzem, a na trzecią najbardziej oddaloną po prostu przepłynąć. Oczywiście turkusowe przejrzyste morze, piaszczysta plaża, coś niesamowitego! Mieliśmy tam wdepnąć na chwilę i tylko zobaczyć, a zostaliśmy na cztery dni.

W tamtym roku z kolei bardzo spodobała mi się Gruzja jak przez nią przejeżdżałem, dlatego też chciałbym tam wrócić. I chyba Kazachstan z racji swojej dzikości – co krok widzisz dzikie konie, dzikie wielbłądy, sam piach, stepy, stepy i jeszcze raz stepy. Tutaj w Europie tego nie mamy.

Gdzie zatem wybierasz się za rok?

Chciałbym wcześniej, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Planuję zwiedzić Azję Południową czyli Indie, Bangkok, Nepal, Wietnam. Od dwóch lat mam chrapkę na tamte miejsca, na taką dzicz i Orient. Zupełnie inny świat, gdzie nie ma pogoni za pieniądzem, a ludzie mają kompletnie inne priorytety. Dla nich Europa jest z kolei innym światem, bo to działa w obie strony.

Takie długie i wyczerpujące podróże z pewnością wymagają od Ciebie dużej sprawności fizycznej. W jaki sposób dbasz o swoją kondycję i formę, aby mieć na to wszystko siłę?

Trenuję, chodzę na siłownię, biegam, a od roku chodzę na crossfit. Generalnie mam szacunek do swojego ciała, bo jest ono poniekąd moim narzędziem pracy. Zależy mi więc na tym, aby dobrze wyglądać i dużo w to inwestuję. Kiedyś przez rok uprawiałem jogę, żeby nauczyć się cierpliwości. Niewiele z tego zapamiętałem, bo ciągle mi tej cierpliwości brakuje i jestem w gorącej wodzie kąpany, ale to jest na pewno dobry sposób na opanowanie swoich nerwów. Każda pozycja wymaga precyzji, trzeba w niej wytrwać odpowiedni czas. Wszystko jest takie wolne, a z drugiej strony męczące, ponieważ twoje ciało nagle jest wyginane, a twoje mięśnie naciągane.

(Foto: Dawid Błaszczyk)

Pozostając w temacie sprawności fizycznej i wyglądu, ostatnio dałeś się poznać również jako fotomodel, publikując na portalach społecznościowych fotografie z sesji zdjęciowych. Czy myślałeś może kiedyś, aby spróbować swoich sił w modelingu?

Profesjonalnie nigdy o tym nie myślałem, raczej hobbystycznie i dodatkowo. Wielu ludzi mi mówiło, że mógłbym popróbować, jednak jestem trochę ograniczony: nie mam wystarczająco wzrostu, żeby być modelem. Jest jakaś granica 185 cm, a mi brakuje dwóch centymetrów. Niby to niewiele, ale okazuje się, że jednak dużo. Nie ukrywam, że byłem w kilku agencjach, gdzie zaproszono mnie na rozmowę. Wszystko było fajnie, ale w momencie kiedy mnie zmierzono i okazało się, że mam te 183 cm to był to problem. Jakbym nagle okazał się kwadratowy i niesymetryczny.

Często bawię się w fotomodeling, jeśli w ogóle można to tak nazwać. Umawiam się na sesje z ludźmi, ale te zdjęcia są wykorzystywane raczej do moich potrzeb jako portfolio do agencji aktorskiej czy też na bloga lub Facebooka kogoś kto mi te foty robi. Nie ograniczam się tylko do aktorstwa, więc bardzo chętnie bym się w to bardziej zaangażował. Why not? Lubię jak mi robią zdjęcia.

Aktorzy często są angażowani do występów w musicalach, a nawet rozkręcają własne muzyczne kariery. Jak już zdążyłeś ujawnić, jesteś osobą wielu talentów. Śpiewać też potrafisz?

Myślę, że to taka moja pięta achillesowa, ale staram się rozwijać swoje zdolności. Od niecałego roku chodzę na zajęcia muzyczne, lecz bardziej na wypadek, gdyby kiedyś w życiu nagle okazało się, że muszę zaśpiewać. Chcę czuć się w tym pewnie, a nie wyjść na scenę, spiąć pośladki i na tym zakończyć. Z zaciśniętym gardłem za dużo się nie zaśpiewa.

A jakiej muzyki Ty słuchasz na co dzień?

Uwielbiam muzykę filmową i wszelkiego rodzaju soundtracki, ale prawie każdy rodzaj muzyki mnie satysfakcjonuje. Przede wszystkim to co wpadnie mi w ucho, co usłyszę u znajomych czy w radiu. Wtedy zagłębiam się w całą dyskografię danego zespołu czy wokalisty. Ostatnio mam fazę na Coldplay. Byłem na ich koncercie w czerwcu w Berlinie i jestem oczarowany show, które zgotowali i całą oprawą muzyczną.

Na zakończenie: Jakie projekty i jakie wyzwania stoją przed Tobą w najbliższej przyszłości?


Mogę zaprosić do oglądania kolejnych odcinków „Na Wspólnej”, ponieważ niebawem zacznie się nowy wątek Brunona. W planach po Nowym Roku mam nowy spektakl, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Czekam też na propozycje filmowe. Póki co skupiam się na teatrze, ponieważ brakuje mi sceny i chciałbym coś zrobić na deskach teatru. Mam też kilka projektów otwartych i rozpoczętych, których nie mogę i nie chcę zdradzać, żeby nie zapeszać. Proszę trzymać kciuki, bo może coś z tego wyniknie. Są to jakieś kwestie dubbingowe i telewizyjne.


Jeżeli chcecie śledzić dalsze aktorskie poczynania Dawida Czupryńskiego, zapraszam na jego oficjalny profil na Facebooku i Instagramie:

poniedziałek, 19 września 2016

Interview with Drew Ryan Scott

Drew Ryan Scott is a talented singer and songwriter from Houston, Texas and a member of American pop band After Romeo. Many songs written by him were featured in Disney movies – you can hear them for example on the soundtracks from „Hannah Montana”, „Shake It Up” and „Starstruck”. In the interview Drew is talking about his songwriting for Disney, work with different artists and the best things about being in a band. Enjoy it!


You are one of the authors of many songs from Disney Channel movies and TV series, the most popular being "Gonna Get This" by Hannah Montana and "L.A. Baby" by Jonas Brothers. How did your music adventure with Disney start and what was the most exciting thing about writing songs for this company?

I just fell into it. A producer I work with heavily received a pitch idea for a Disney song and we started writing immediately for it. We got the song placed and started doing more and more songs for Disney. Disney is such a great company. They’re super friendly and they work fast. I've recorded with so many great artists during Disney projects. That would probably be the most fun part. I loved the "Make Your Mark" theme song featured on Disney's Shake It Up: Make Your Mark. I got to sing it as well as write it. That was really cool!

I was a bit surprised and I think a lot of teenagers were too that you were actually the singing voice of Christopher Wilde (played by Sterling Knight) in "Starstruck". Tell me about your songwriting and vocal recording for this amazing movie.

For Starstruck, I was originally producing the vocals for the song “Starstruck,” but then there was a change in the casting after we recorded the song. That's when Sterling came in as the lead role. Filming was supposed to start the following week after he was cast so he had to learn the script and learn all the songs very quickly, which was basically impossible. So I helped out.

During your prolific songwriting career you have worked with Big Time Rush, Willow Smith, Jedward and a lot of K-pop artists from Asia. Which of these collaborations were the most interesting and unusual for you? What is the most difficult part about writing songs for so many different musicians?

I have had around 70-80 #1 releases across the world. It has been awesome. I write songs everyday...in fact I'm in a studio right now working on a song!

I've seen it all when recording with different artists. Some come to the studio very professional and ready to go. Some are super nervous and scared. Some show up drunk or heavily under an influence. You never know what you're gonna get. It's easiest when it's just you and the artist. Extra people in the room always cause problems and mess up the focus.

The most difficult part about writing songs for so many different musicians is losing my voice. I write so many songs and I sing all the "demo" versions of the songs. So my voice has to constantly work. Most people record and perform and they only do it every so often. I do it every day. I’m recording 2-3 songs a day so my voice has to be in constant good shape.

Now you are focused on your band After Romeo - you released an album called "The Story Continues…" in 2015 and "Good Things EP" this year. What is the best part of working together as a band? Do you often argue about your style of music, the direction you go and so on?

It's a lot of fun! We like to hang out and have a good time. We are very proud of the music we do, but it's a lot of work. We don't really argue about direction because we all get to put in our two cents.

Your new single "Good Things" is a song about a young man who is trying to make a girl fall in love with him. Could you tell us something more about the story behind this song?

"Good Things" was featured in the worldwide Samsung commercial so we wanted to release it for everyone to hear the full version globally. It's about a guy who knows he can give you the "good things," but maybe you don't realize he can because you're too caught up in someone else's poisonous web.

After Romeo has been travelling around the world with their music for three years and more great gigs are on the way. Can we expect you and your bandmates in Europe soon? Would you like to come to Poland?


We would love to come to Europe and Poland. Love it over there. I've been there many times and it's so peaceful and pretty!


If you want to learn more about Drew Ryan Scott and his bandmates, please visit After Romeo's official Facebook profile:

Wywiad z Drew Ryanem Scottem

Drew Ryan Scott jest utalentowanym piosenkarzem i tekściarzem z Houston w Teksasie oraz członkiem popowego zespołu After Romeo. Wiele napisanych przez niego piosenek pojawiło się w disneyowskich filmach – możecie usłyszeć je między innymi na ścieżkach dźwiękowych z „Hannah Montany”, „Taniec rządzi” czy „Randki z gwiazdą”. W wywiadzie Drew opowiada o pisaniu tekstów dla Disneya, pracy z różnymi artystami i najciekawszych aspektach bycia w kapeli. Zapraszam do lektury!


Jesteś współautorem wielu piosenek z filmów i seriali Disney Channel, z których najpopularniejsze to „Gonna Get This” Hannah Montany i „L.A. Baby” Jonas Brothers. Jak zaczęła się Twoja muzyczna przygoda z Disneyem i co było najbardziej ekscytujące w pisaniu utworów dla tej firmy?

Po prostu w to wpadłem. Producent, z którym ciężko pracowałem, dostał szkicowy pomysł na disneyowską piosenkę i od razu zabraliśmy się do jej pisania. Nasz utwór został przyjęty, więc zaczęliśmy tworzyć tych piosenek więcej i więcej. Disney to wspaniała firma. Są bardzo przyjaźnie nastawieni i pracują w szybkim tempie. Nagrywałem z wieloma wyjątkowymi artystami podczas pracy nad disneyowskimi projektami. To jest chyba w tym wszystkim największa frajda. Uwielbiam tytułową piosenkę „Mark Your Mark” z disneyowskiego „Shake It Up: Make Your Mark”. Miałem szansę nie tylko ją napisać, ale i zaśpiewać. To było naprawdę cudowne!

Byłem trochę zaskoczony i chyba wielu nastolatków też dowiedziawszy się, że użyczyłeś swojego wokalu do piosenek Christophera Wilde’a (granego przez Sterlinga Knighta) w filmie „Randka z gwiazdą”. Opowiedz coś więcej o pisaniu piosenek i nagrywaniu wokalu do tej niezwykłej produkcji.

Jeśli chodzi o „Randkę z gwiazdą”, pierwotnie to ja zajmowałem się wokalem do piosenki „Starstruck”, ale już po jej nagraniu doszło do zmiany w obsadzie filmu. To właśnie wtedy Sterling doszedł jako główny bohater. Praca na planie filmowym miała się zacząć tydzień po jego obsadzeniu, więc musiał się nauczyć scenariusza i wszystkich piosenek w kosmicznym tempie. To było praktycznie niemożliwe, więc przyszedłem z pomocą.

Podczas swojej owocnej kariery jako tekściarza pracowałeś między innymi z Big Time Rush, Willow Smith, Jedward i wieloma K-popowymi artystami z Azji. Która z tych współpracy była dla Ciebie najbardziej interesująca i nietypowa? Co jest najtrudniejsze w pisaniu utworów dla tak wielu różnych muzyków?

Mam na swoim koncie 70-80 numerów jeden na całym świecie. To wprost niesamowite. Piszę piosenki codziennie… Właściwie jestem teraz w studiu i pracuję nad nowym utworem!

Widziałem już bardzo wiele, pracując z różnymi artystami. Niektórzy przychodzą do studia profesjonalni i gotowi do pracy. Niektórzy są zdenerwowani i przestraszeni. Są też tacy, którzy pojawiają się pijani lub mocno pod wpływem. Nigdy nie wiesz kto się trafi. Znacznie łatwiej jest, gdy jesteś tylko ty i artysta. Dodatkowi ludzie w pokoju zawsze wywołują problemy i utrudniają skupienie.

Najtrudniejsze w pisaniu piosenek dla tak wielu różnych muzyków jest niszczenie się mojego głosu. Piszę bardzo dużo utworów i śpiewam wszystkie wersje „demo”. Tak więc mój głos musi cały czas pracować. Większość ludzi nagrywa i występuje, robiąc to tylko okazjonalnie. Ja robię to codziennie. Nagrywam 2-3 utwory dziennie, więc mój wokal musi być stale w formie.

Obecnie skupiasz się na swoim zespole After Romeo – nagraliście album „The Story Continues…” w 2015, a w tym roku „Good Things EP”. Co jest najlepszą częścią wspólnej pracy jako grupa? Czy często kłócicie się o styl muzyczny, kierunek w którym chcecie iść i inne tego typu rzeczy?

To mnóstwo zabawy! Lubimy spędzać razem wolny czas i dobrze się bawić. Jesteśmy dumni z tworzonej przez nas muzyki, ale to także sporo pracy. Tak naprawdę nie kłócimy się o muzyczny kierunek, bo każdy z nas może dołożyć swoje trzy grosze.

Wasz najnowszy singiel „Good Things” to piosenka o młodym mężczyźnie, który próbuje rozkochać w sobie dziewczynę. Czy mogłbyś opowiedzieć coś więcej o historii będącej tłem tego utworu?

„Good Things” było utworem nagranym dla międzynarodowej reklamy Samsunga, więc chcieliśmy zaprezentować tę piosenkę ludziom na całym świecie w jej pełnej wersji. Opowiada ona o chłopaku, który wie, że może zapewnić ci „to co dobre”, ale być może jeszcze tego nie wiesz, bo za mocno wpadłaś w toksyczną sieć innej osoby.

After Romeo podróżuje ze swoją muzyką po całym świecie już od trzech lat, a w planach są już kolejne koncerty. Czy możemy oczekiwać Ciebie i Twoich kolegów z zespołu w Europie w niedalekiej przyszłości? Chcielibyście przyjechać do Polski?


Bardzo byśmy chcieli odwiedzić Europę i Polskę. Uwielbiam ten kontynent i te okolice. Byłem w nich wiele razy, tutaj jest naprawdę spokojnie i ładnie!


Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o Drew Ryanie Scottcie i jego kolegach z zespołu, zajrzyjcie na oficjalną stronę After Romeo na Facebooku: